Strona 1 z 1

Merduk - Palcami po klawiaturze.

: 01 paź 2016, 17:11
autor: Merduk
Jest to na razie krótki prolog. Kolejne części będą się ukazywać co dwa- trzy tygodnie. Będą też o wiele dłuższe...


"Poświęcenie"




PROLOG




Czas i miejsce nieznane.....

Seria pocisków wystrzelonych zza rzeki spadła daleko za pozycjami obrońców. Wszyscy w oddziale zastanawiali się jak mogło dojść do tych wszystkich ostatnich wydarzeń, które ostatnimi czasy miały miejsce. To wszystko nie mieściło się w ich głowach. Imperium, największa, najpotężniejsza organizacja państwowa z niezwyciężoną flotą, armią dostawała ostatnio porządnego prztyczka lub jak mówili niektórzy, kopa w dupę od jakichś tam rebeliantów. Kolejny pocisk spadł niezbyt blisko, uderzył w wieżę po południowej stronie linii obrony niszcząc lekkie działko wraz z jego obsługą.
Rebelianci. Kto by pomyślał, że jakiś wieśniak z garstkę zdrajców zaatakował największą, najpotężniejszą broń, jaką kiedykolwiek zbudowano. I to za pomocą tylko jednej torpedy. Zniszczył stację, zabił najlepszych oficerów i żołnierzy sił zbrojnych Imperium, został bohaterem. Jakiś wieśniak z farmy wilgoci…
Sierżant przyłożył lornetkę do oczu. Jak na razie nie widział żadnego ruchu zza rzeki tylko ta artyleria biła niemiłosiernie i niestety musiał przyznać wstrzeliwali się w pozycje obrońców. Skąd rebelianci mają taki sprzęt. Wiedział, że są zdolni do działań z ukrycia, przeprowadzali szybkie akcje i zaraz zmywali się gdzieś daleko, przeczekiwali i zaczynali znowu. Ale teraz to był otwarty atak na mały garnizon gdzieś na skraju cywilizowanych rejonów galaktyki.
Garnizon z co najwyżej niepełna kompanią piechoty, kilkoma promami, zero myśliwców, ciężkiego sprzętu i jeszcze brak możliwości sprowadzenia pomocy. Wróg zagłuszał łączność. Chyba jakiś dowódca tych buntowników uznał, że trzeba zasłynąć w walce albo potrzebował zgrania swoich ludzi oraz, żeby nabrali doświadczenia. – Nie damy się tak łatwo. – powiedział szepnął sierżant i sprawdził ogniwo zasilające blastera. W tej samej chwili ostrzał, nastała kompletna cisza, która trwała kilka długich minut dopiero później dało się słychać w oddali dziwny, ale znajomy hałas.
Najpierw nie było nic widać. Przeciwnik skryty był za zasłoną dymną, którą przeciwnik postawił w chwili przerwania ognia artylerii. Hałas narastał z każdą chwilą aż w końcu po dłuższym przyjrzeniu się z mgły wyłoniły się dwa stare, pamiętające czasy ostatniej wojny, maszyny kroczące AT-TE. Przemieszczały się wolno, ale nieubłaganie zbliżały się do imperialnych linii obrony. Co gorsze spomiędzy nich wyszły trzy czołgi TX-130S oraz pewna ilość piechoty.
Gdy tylko podeszli bliżej dowódca imperialnej obrony rozkazał otworzyć ogień. Pomimo gęstego ognia obrońców przeciwnik posuwał się naprzód. Jeden z obsługujących działo na AT-TE padł rażony celnym strzałem. Snajper. Radość nie trwała długo. Działa dwóch czołgów obróciły się w stronę skąd strzelał snajper. Oddały salwę jednocześnie i po chwili umocniony punkt zniknął w dwóch wybuchach, gdy pociski dosięgły celu.

Gdzieś z boku po prawej ziemią zadrżała od wybuchów. Pośpiesznie położone miny wybuchły, gdy jeden z czołgów znalazł się nad nimi. Siła wybuchu spowodowała wyrzucenie czołgu do góry, a spadając przygniótł kilku piechurów, którzy zamarudzili. Napór wroga był znaczny niektóre grupy obrońców były zmuszone się wycofać. Na domiar złego tak jakby zza linii obrońców nadleciały dwa myśliwce Y-wing. Obniżyły lot i zrzuciły bomby na wycofujących się szturmowców.
– Ach, gdyby tak mieć parę myśliwców – zaklął dowódca obrońców – Nie lataliby tak swobodnie. Myśliwce wykonały jeszcze jeden nalot nad cel, zrzuciły resztę swojego ładunku i odleciały.
– Sierżancie. Co robimy? – zawołał kucający w okopie szturmowiec. – Jest ich za dużo.
– Wiem. Wycofamy się do koszar i tam będziemy walczyć.
Żołnierz jakby nie dosłyszał. Przechylił głowę i wpatrywał się w dowódcę
. – Ale przecież to samobójstwo. Zginiemy tutaj – zawył z rozpaczy – Musimy się poddać to samo…. Nie dokończył. Głowę rozerwał mu pocisk wystrzelony z broni sierżanta. Wszyscy żołnierze, którzy byli obok przestali na chwilę strzelać i wpatrywali się w bezwładne ciało swojego kolegi, które leżało na dnie płytkiego okopu. Potem popatrzyli na dowódcę.
– Każdego kto, choć nadmieni coś o poddani się zastrzelę bez namysłu. Zrozumiano. Musimy wytrwać. Nie poddamy się.
Wtem jedna z maszyn kroczących doszła do okopów obrońców. Garstka obrońców rozpoczęła odwrót. Nie było już sierżanta, który by ich zatrzymał. Leżał ciężko raniony przez jakiegoś rebelianckiego piechura. Leżąc wpatrywał się w ogromnego AT-TE, który przechodził przez okop i nie przestając ostrzeliwać wroga parł dalej do przodu.
Nie mógł złapać powietrza charczał głośno. Słyszał zbliżającą się piechotę wroga. Z ładownicy u pasy wydobył dwa termodetonatory , uzbroił je. Wróg był już blisko. Ostatkiem sił przesunął się tak, aby oprzeć plecy o ścianę okopu. Ręce uzbrojone w ładunki wybuchowe położył na ziemi. Czuł ogromny ból. Gdy rebelianci obiegli do okopu nie zwracali uwagi na rannego chcieli iść dalej. Imperialny żołnierz tylko na to czekał.
Zanim oba detonatory eksplodowały, zabijając dowódcę obrony i kilku rebeliantów dało się słyszeć wykrzyczane przez niego ostatnie słowa.
- Niech żyje Imperium!!