Strona 1 z 1

Z historii Sithów

: 07 lis 2017, 20:40
autor: Kas'sil'arani
Historia Sithów obejmuje dziesiątki tysięcy lat, setki imion i tysiące wydarzeń. Wiele z tego pozostało do naszych czasów jedynie w formie legend. O wielu istotach i zdarzeniach niejednokrotnie wiemy tylko kilka zdań z przekazów innych - ich spadkobierców, ale również wrogów. Ile w tym jest prawdy? Która wersja historii rzeczywiście miała miejsce, a co jest zniekształceniem uczynionym z nienawiści?
Pytania, na które nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Mam nadzieję, że z czasem wyjaśni się wiele wątpliwości, odkryjemy istotne fakty, a półlegendarni bohaterowie naszej wielowiekowej historii staną się nam bliżsi.

Tym tekstem rozpoczynamy nasze rozważania nad punktami zwrotnymi w historii Sithów, a nawet sięgniemy do historii galaktyki, skupiając się nie tyle na skutkach, ile na przyczynach znanych wydarzeń. Poszukamy odpowiedzi na pytanie, co było kołem napędowym dla tych nielicznych odważnych, którzy łamali stereotypy, chcieli spojrzeć dalej i szerzej niż im pozwalano, dalej i szerzej niż inni. Czy obawiali się tego, dokąd zaprowadzą ich poszukiwania? Niewątpliwie. Nie zawsze byli pionierami, jednak zawsze byli kimś niezwykłym w swoich czasach, a często były to osoby nietuzinkowe wśród otaczających ich Jedi.

***
Pierwsza opowieść przenosi nas ku początkom znanej obecnie cywilizacji, blisko czterdzieści tysięcy lat temu, na odległą planetę Lehon. Rozwijał się tam lud Rakatan - wrażliwy na Moc i potrafiący z niej korzystać. Głównie dzięki Ciemnej Stronie znacznie przyspieszyli swój rozwój technologiczny, a zwieńczeniem ich połączenia z Mocą była Gwiezdna Kuźnia - stacja kosmiczna, prawdopodobnie sterowana poprzez mechu-deru, która mogła tworzyć nie tylko pojedyncze okręty wojenne, ale i całe floty. Z takimi zasobami ruszyli ku nowym źródłom bogactw, zalewając swoim panowaniem ponad pięćset światów w szczytowym okresie rozkwitu.
Według odkryć archeologicznych to im zawdzięczamy takie zdobycze techniki jak hipernapęd, holokrony czy miecze świetlne.

Nie sposób przecenić przydatności hipernapędu. Po wytyczeniu szlaków międzygwiezdnych galaktyka skurczyła się. Podróże, zajmujące do tej pory dziesiątki i setki lat trwały teraz kilka godzin. Nie mający nic do stracenia mogli szukać nowego życia, wojownicy mogli podbijać nowe światy, a spragnieni wiedzy wzrastać w mądrości.
Dzięki temu wynalazkowi i lud Korribanu opuścił swoją planetę, osiedlając się w pobliskich systemach, takich jak Rhelg, Ziost czy Khar Delba, z czasem rozrastając się w potężne państwo, żądne nowych zdobyczy.
Zdecydowanie, technologia napędu nadświetlnego była jednym z najważniejszych wynalazków cywilizacji.

Poza hipernapędem Rakatanie przywieźli ze sobą i inne dobra. Według starożytnych podań Jedi w jaskiniach Boganu, jednego z księżyców planety Tython, odnaleziono rysunki naskalne przedstawiające władającego Mocą wojownika z mieczem świetlnym, datowane na ponad 25000 lat. W jednym z najstarszych holokronów Jedi, jaki dostał się w moje ręce, jego strażniczka przywołuje opowieść, według której nie podzieleni jeszcze Je’daii używali mieczy świetlnych. Co istotne, nie były to protosabery. Czy stworzyli je sami? A może to właśnie inwazja Bezkresnego Imperium przyczyniła się do powstania tej broni? Można tak zakładać, biorąc pod uwagę zasięg podboju Rakatan i poziom ich ówczesnej technologii. Ponadto nie spotkałam się z żadnymi wcześniejszymi opisami mieczy świetlnych.

O ile o powyższym zapożyczeniu możemy jedynie domniemywać, o tyle sposób tworzenia holograficznej kroniki, czyli holokronu, został przez Rakatan podarowany Sithom za panowania na Korribanie króla Adasa, około 27700 BBY. Tym aktem dobrej woli najeźdźcy chcieli skłonić króla, by oddał swój świat pod ich rządy. On jednak wiedział, że skończy się to ciężką niewolą i poprowadził Sithów do walki. Rakatanie zostali wyparci z Korribanu, ale technologie, jakie po sobie zostawili, służą od tamtej pory nieprzerwanie aż po dziś dzień. Król Adas stworzył własny holokron, który jest pierwszym tego typu sithańskim artefaktem, jak najbardziej działającym mimo upływu lat.
Kroniki te przechowują przede wszystkim wiedzę ich twórców. W przeciwieństwie do wielu holokronów Jedi, te sithańskie mogą otworzyć jedynie użytkownicy Mocy, dodatkowo posługujący się tylko jej mrocznym aspektem. Często zaopatrzone są w pułapki czyhające na nieostrożnego lub zbyt pewnego siebie użytkownika, z wysysaniem energii i przeciąganiem na Ciemną Stronę włącznie.
Ciekawostką wartą głębszej analizy jest możliwość łączenia holokronów Jedi i Sithów. Zagadką pozostaje fakt, dlaczego nikt nie zrobił tego na szeroką skalę?
Podczas tego, nazwijmy to, rytuału, artefakty fizycznie łączyły się i można było poznać swoje przeznaczenie, odpowiedzi na każde zadane w Mocy pytanie oraz wszelkie inne tajemnice. Poza samymi artefaktami z jasnej i ciemnej strony, rytuał wymagał oczywiście obecności dwóch przeciwstawnych sobie użytkowników Mocy.

Po wielu wiekach panowania cywilizacja Rakatan upadła, rasa wymarła tak jak wiele innych, jednak ci bezwzględni najeźdźcy pozostawili po sobie spuściznę, która na zawsze odmieniła losy galaktyki. Pozostawili po sobie również pełny obraz tego, co stanie się z istotami całkowicie oddanymi Ciemnej Stronie Mocy, jeśli utraci się nad nią kontrolę. Nic więc dziwnego, że ten aspekt mistycznej energii spajającej i przenikającej cały wszechświat budził niepokój, obawy i strach.
Jednak jeśli udało by się taką kontrolę utrzymać? Jeśli ktoś odnalazłby równowagę? Dlaczego nie wykorzystać jej do czynienia dobra? I najważniejsze pytanie: czy jest to w ogóle możliwe?

Re: Z historii Sithów

: 15 gru 2017, 19:04
autor: Kas'sil'arani
Pierwsza Wielka Schizma Jedi miała miejsce 24500 lat przed bitwą o Yavin, w czasach, kiedy Zakon Jedi był jeszcze organizacją stosunkowo młodą. Mimo tego ich poglądy i sposób szkolenia przestały się rozwijać, kostniejąc i zamykajac się na inne nurty i kierunki rozumienia Mocy. Takie podejście nieco dziwi, jeśli wziąć pod uwagę, że Jedi badali Moc całościowo. Starożytni Je’daii zamieszkujący Tython ponad dwadzieścia pięć tysięcy lat temu parali się alchemią jako jedną z nauk, na równi z medytacją czy sztukami walki. Zgłębiali ją zarówno Mistrzowie jak i uczniowie. Prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się, co sprawiło, że Zakon odszedł od tych nauk, a w końcu zakazał ich praktykowania. Możemy jedynie domniemywać, iż chodziło o względy etyczne.
Jednak czyż mieli ku temu prawo? Czy dysponując wiedzą, środkami i umiejętnościami mogli zarzucić rozwój nauki? Żadne laboratorium, żadne droidy analityczne nigdy nie będą w stanie tak głęboko i wszechstronnie zbadać zagadnienia, jak naukowiec posługujący się Mocą. Wyobraźmy sobie teraz ile dobra mogłoby powstać, gdyby dawni Jedi nie zaprzestali rozwoju! Czy ich slogany o zapewnieniu pokoju w galaktyce dotyczą tylko i wyłącznie walki z mieczem świetlnym w ręku, odrzucając inne formy zapewnienia dobrobytu społeczeństwom? Dlaczego to zrobili?
Alchemia potrzebuje wielkich nakładów energii. Być może aby jej zaczerpnąć Jedi zanurzali się za głęboko w aspekt Mocy zwany Ciemną Stroną? Mogło tak właśnie być. A jak wiadomo, tylko osoba jak najpełniej rozumiejąca równowagę, Ashlę i Bogan, nie spali się w ogniu naruszonej przez siebie Potęgi. Jedynie mistrzowskie rozumienie i opanowanie Ciemnej Strony umożliwi długotrwałe i bezpieczne czerpanie z tej siły. Jedi bali się tego. Bali się Bogana, gdyż zmuszał ich do myślenia, kontroli, skupienia i ciągłego podwyższania własnych umiejętności i wiedzy. Wymagało to ogromnej pracy nad sobą każdego dnia.
Natomiast Jasna Strona była bezpieczna. Nie dawała tak dobrych wyników podczas eksperymentów, ale po pierwsze, nikt spoza kręgu Jedi o tym nie wiedział, a po drugie, zawsze mogli twierdzić, że badania korzystające z alchemii są nieetyczne, a więc i niebezpieczne dla społeczeństwa nowo formującej się Republiki.
Jednak wśród samych Jedi ciągle były osoby, które chciały poznawać więcej, nie bały się odkrywać, miały szerszą wizję przyszłości, a przecież było tyle do zbadania!

Poza naukami Jedi równocześnie wzrastało wiele innych szkół rozumienia Mocy:
Starożytni Wojownicy Pallawy opracowali technikę głębokiego transu, dzięki któremu mogli spać przez całe dziesięciolecia bez starzenia się. Paradoksalnie, dla obrony przed Jedi, opracowali sztukę walki zwaną Teräs Käsi (stalowe dłonie), aby ich świat nie został zniszczony przez tych “obrońców pokoju”. Nie udało się, ale technika ta jest szeroko rozpowszechniona wśród ludów galaktyki.
Czarownicy z Rhand uznawali z kolei jedynie drogę Ciemności i Zniszczenia, które było wolą wszechświata. Wierzyli w Jedną Prawdę: "Tylko moc jest prawdziwa, a jedyną prawdziwą mocą jest siła niszczenia. Istnienie jest ulotne, zniszczenie jest wieczne". Nazwali to Drogą Ciemności.
O ścieżce Protektoratu Ukrytych wiadomo tylko tyle, że dziesiątki tysięcy lat przed bitwą o Yavin była przeciwna naukom Jedi.
Nie możemy również zapomnieć o jednej z najstarszych grup - Dai Bendu, protoplastach Zakonu Jedi, chociaż i ich filozofia na przestrzeni wieków najwidoczniej rozeszła się z kierunkiem obranym przez Jedi, gdyż ich nauk zakazano w zwyczajowym szkoleniu Rycerzy.
Kashi Mer - jak wiele równolegle rozwijających się społeczeństw odkryli sposoby kontrolowania i manipulowania "Oddechem", znanym również jako Moc.

Przytoczyłam tu tylko kilka kierunków z wielu, aby pokazać, że do poznania Mocy jako całości konieczne jest poznanie wszystkich jej aspektów, w tym również Mroku. Z drugiej strony zrozumienie idei wroga jest bardzo przydatne w walce z nim. Niestety. Kostniejący (a zwróćmy uwagę, że był to ledwie początek istnienia Zakonu) i apodyktyczny Zakon Jedi nie zgadzał się z tą teorią. A właśnie takie spojrzenie na Moc chciał studiować młody Jedi imieniem Xendor. Chciał poznać jak najwięcej, zrozumieć szerzej, odkrywać zakazane. Rada nie pozwoliła mu na to, zatem wizjoner i innowator miał szkolić się z klapkami na oczach.
Xendor był wrażliwym na Moc człowiekiem z planety Kashi z Zewnętrznych Rubieży. Opuścił swój świat i dołączył do Zakonu Jedi. Z czasem został szanowanym Rycerzem, badającym więcej aspektów Mocy niż życzyłaby sobie tego Rada. Jego zamiłowanie do Ciemnej Strony oraz bardziej wyzwolone ze schematów podejście do życia coraz częściej powodowało tarcia między nim a Zakonem, dlatego poprosił o możliwość otwarcia własnej akademii, w której on i jego zwolennicy mogliby w spokoju badać mroczne ścieżki Mocy. Rada nie wydała zgody, mimo to Xendor wraz z kilkoma uczniami udał się na planetę Lettow.

Obrazek
Z przekazów istot mu współczesnych wyłania się obraz człowieka wielkiej mądrości i łagodności, niewątpliwie żądnego wiedzy. Wiemy, że podróżował po galaktyce w celach badawczych, prawdopodobnie był również na planecie Mortis, gdzie Moc była czczona jako triada boskich istot.
Charyzmatyczny przywódca czy filozof-marzyciel? Xendor nie chciał iść ścieżką Ciemności. Mówił, że istnieje tyle prawd dla Mocy, ile jest serc, w których Moc może się przejawić. Każda filozofia, wyznanie czy religia, która otwiera serce na Moc, okazuje się prawdą. On chciał tylko pomóc innym odkryć własną drogę, zbadać wiele innych sposobów patrzenia. Co wówczas zrobili ci, którzy mieli mu to umożliwić i poprowadzić go? Wypowiedzieli mu wojnę.
Skoro nie był jeszcze Mistrzem, rozumiem że Jedi mogli nie chcieć, by sam odkrywał tajniki Ciemnej Strony. Moim zdaniem powinien zająć się nim jeden z Mistrzów, który - na wzór dawnych Je’daii - pokazywałby reszcie czym jest Bogan, jak się z nim obchodzić, a przede wszystkim, jak uzyskać i utrzymać równowagę. Na Tythonie mieli całą świątynię i wielu mistrzów zajmujących się tym zagadnieniem. Szkoda, że przez kilka setek lat zupełnie odeszli od zrozumienia Ciemnej Strony. Xendor mógł dać impuls do rozkwitu, wskazać nowy kierunek rozwoju, odnowić ramy, wytyczyć na nowo granice poznania i zdefiniować na nowo zasady.
Niestety, zamiast tego musiał wziąć na swoje barki losy tych, którzy mu zaufali i poprowadzić ich na wyniszczającą wojnę. Xendor starał się jak mógł trzymać wojnę z Jedi z dala od cywilizacji, jednak Zakon mu na to nie pozwolił.
W starożytnych źródłach zwolenników Xendora określa się mianem rebeliantów. Dlaczego nie nowatorami? Odkrywcami nowych rozwiązań? Szukającymi nowych ścieżek, naukowcami? Czy patrząc z perspektywy czasu możemy stwierdzić, że on i jego zwolennicy błądzili? Na pewno. Jednak jak definiować błądzenie w czasie, kiedy dopiero wytycza się drogi?